Ekofronda
Jedna matka miała trzy córki. I kazała im złotą kapustę otrząsać z piasku. Gdy były przy tej robocie, przejeżdżał tam drogą jakiś wielki pan i upuścił piękne czerwone jabłko w tę kapustę. Jedna z tych panien podniosła je i podała mu. A kiedy mu podawała, on ją wciągnął prędko do powozu i zabrał ze sobą. I przywiózł ją do boru, a tam był jego dwór. Kazał jej dworu pilnować i dał jej to śliczne czerwone jabłko do zabawy, ale nie pozwolił zaglądać do jednej izby i drzwi tam uchylać.A jednak nad nim wznosiło się jeszcze sześć podobnych tarasów, z których każdy stanowił jak gdyby miednicę, do której wlewała się woda bezpośrednio z wyższego tarasu i zlewała się do niższego — cienkimi, strojnymi strumykami, mglista, tęczową kurzawą wodną lub szerokimi tryskami, tworzącymi cudowne, faliste welony. Ten godny podziwu twór przylegał tak zgrabnie, tak migotliwie i błyszcząco ekofronda ciemnego głazu, jakby był suknią jakiejś istoty z zaświatów.
Widząc to Apacz ruszył mu naprzeciw, a za nim wielu Szoszonów. Wódz Siuksów zrozumiał niebezpieczeństwo. Przerażenie i strach podwoiły jego siły. Wyciągnął ramiona w górę, gwałtownie uderzył Franka łokciami i wyrwał się z uścisku. — Giń! — zawołaj czerwonoskóry i pchnął nożem w tył, aby przebić nim odważnego Sasa. Frank szybko się odchylił. Uniknął ciosu. Nie mając broni przypomniał sobie cios Old Shatterhanda. Czarownica kosmiczna spokojnie oznacza stylistyczne portfele.